RSS Feed

7.

23 maja 2013 by luca

Zawsze, gdy czytam coś tak staroświeckiego, surowego i moralizatorskiego, zastanawiam się nad życiem prywatnym autora. Liczne przykłady w literaturze uczą, że kto pisze najbardziej spięte kazania, ten zwykle ma drugie życie gdzieś w szufladzie, że przypomnę tylko Kochanowskiego. Fakt, że w tym przypadku autor jest moim antenatem, wcale nie ułatwia zadania. Wiem o pra-pradziadku Rajmundzie w zasadzie tylko, że był lekarzem i lubił roślinki. Sądzić można, że był trochę egalitarystą, trochę sentymentalny i na pewno pracowity. Zebrać tę całą wiedzę, prześledzić drzewo genealogiczne wstecz aż do XI wieku, głównie na podstawie ksiąg parafialnych, mocno przerzedzonych po „wojnie europejskiej” – podziwiam.

Ale co poza tym? Czy miał chwile szaleństwa? Czy poza trzema oficjalnymi dziedzicami nie miał czwartego gdzieś na boku? Czy uganiał się za pokojówką? Albo całe życie w skrytości ducha marzył o tym, by wyjechać do Afryki i już nigdy nie wrócić? Nie wiem, nic nie wiem, a przecież w moich żyłach płynie ta sama krew i nie sądzę, bym niezdrową fantazję miała wyłącznie po dziadku – Ukraińcu. Ale może pra-pradziadek wyparłby się mnie w ogóle, gdyż słabo kontynuuję rodzinną tradycję. Lekarz, filolog klasyczny, prawnik – a ja co? Rzuciłam studia i popełniam mezalians z Internetem. Wątpliwe też, bym była w stanie napisać cokolwiek umoralniającego.

Strona z Kroniki Rodzinnej pra-pradziadka Rajmunda. Na różówym karteluszku z epoki - uwaga dla drukarni.

Strona z Kroniki Rodzinnej pra-pradziadka Rajmunda. Na różowym karteluszku z epoki – uwaga dla drukarni.

Wnuk Rajmunda, czyli mój dziadek Stefan, był i jest moim idolem. Znaliśmy się tylko dwanaście lat, czego ogromnie żałuję, zwłaszcza, że jako dziecko nie słuchałam uważnie. Przypuszczalnie pamiętam tylko niewielką część opowieści dziadka, zaś te, które traktowały o stryjkach, pradziadach i prababkach, wypuszczałam od razu drugim uchem, wydawały mi się bowiem historiami o ludziach zupełnie obcych. Bez dokładnego przestudiowania kroniki (chwała Rajmundowi – cóż za imię, swoją drogą! – że ją napisał) nie jestem w stanie umiejscowić na mapie rodziny tych kilku osób, o których istnieniu mi wiadomo.


Brak komentarzy

Brak komentarzy.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.